Oto jest harcerz, członek drużyny harcerskiej. Jest świadomy panujących w niej zasad, zna i rozumie swoją rolę. W dalszym ciągu zdobywa wiedzę na temat świata, siebie samego i wzajemnych zależności. Zanim jednak nasz harcerz wkroczy w wiek dorastania, spędzi jeszcze wiele czasu na drodze tak zwanego młodszego wieku szkolnego.

Kształtowanie osobowości

W tym wieku młody człowiek dąży coraz częściej i coraz świadomiej – nie pomijając przy tym wpływu rówieśników – do osobistej niezależności, głównie w sferze relacji z rodzicami. To początki rozwoju sumienia, moralności i hierarchii wartości. Później okaże się, że ulegną one weryfikacji, teraz jednak stanowią poważną konstrukcję kształtowanej osobowości. Dzięki nim formuje się wewnętrzna postawa wobec różnych grup, innych ludzi, rówieśników, idoli, a także miejsc publicznych. O ile zuchy wkraczały na drogę poznawania męskich lub żeńskich zachowań, o tyle harcerze nabywają i rozwijają pożądane zachowania stosownie do swojej płci i wobec płci przeciwnej. Prowadzi to do zaakceptowania własnej fizyczności, a w konsekwencji do efektywnego jej wykorzystania. Relacje z rówieśnikami stają się bardziej dojrzałe, harcerz ma coraz więcej znajomych wśród rówieśników obu płci.

Groźba zagubienia

Wszystko, co zaczyna się teraz dziać w życiu harcerza, jest początkiem drogi, która doprowadzi go do etapu dojrzewania i dorastania. Coraz więcej działań, podejmowanych decyzji i wyborów zmierza ku budowaniu własnej tożsamości, zarówno osobowej, jak i społecznej. To moment, w którym niezwykle łatwo się zagubić, stracić wszystko, nad czym się pracowało, nad czym pracowali również wychowawcy. Rodzi się konflikt między potrzebą samodzielności a ograniczeniami ze strony świata dorosłych. Harcerz chce być niezależny, ale potrzebuje też oparcia i zrozumienia. Pełni coraz więcej ról społecznych, a z tym wiąże się coraz więcej różnorodnych oczekiwań. To etap, w którym już nie jest się dzieckiem, ale też jeszcze nie jest się dorosłym, a nawet „starszym”. Zagubienie olbrzymie: z jednej strony tęsknota za światem dziecka, bezpowrotnie traconym, z drugiej – potrzeba dojrzałości i samodzielności.
Dziecko w tym wieku nie czuje się „nikim konkretnym”, robi więc wszystko, by zwrócić na siebie uwagę, wchodzi w różne grupy formalne lub nieformalne, poznaje wiele ról społecznych. Doprowadzi to wkrótce do sytuacji, w której młody człowiek nie będzie wiedział z kim się utożsamiać. I myśli: z rodzicami i rolą dziecka, gdzie trzeba być posłusznym? Nie, bez sensu. Może ze znajomymi, z którymi można na luzie rozmawiać? Może i tak, ale co, jak zostanę sam lub zostanę ukarany przez rodziców. Może utożsamić się z jakąś grupą, gdzie z góry ustalone są zasady?
I tak oto wewnętrzny dialog młodego człowieka zamienia się w działania, co w konsekwencji prowadzi do rozproszenia ról, zagubienia i buntu. To właściwy moment, by popracować nad autonomią i świadomością nastolatka, by nie odrzucać, lecz pomóc – zwłaszcza, że rozwija się intensywnie krytycyzm myślenia. W tym trudnym okresie nie wolno tłumić w dziecku żadnych uczuć, trzeba pozwolić, by doświadczyło ono smutku, zazdrości, egoizmu. Pozwolić przede wszystkim po to, by mogło samodzielnie „dotknąć” własnych emocji, a dzięki rozmowom ze starszymi zrozumieć ich podłoże.

Burza hormonów

Trzeba przy tym pamiętać, że ten etap dużych zmian wewnątrz organizmu jest okresem długotrwałego dojrzewania biologicznego, często zwanego „burzą hormonalną”.
A jak wiemy, „burza hormonów” prowadzi do rozchwiania nastrojów, zwiększenia lub zmniejszenia pobudliwości, a z nią i aktywności harcerza, do „orkiestry” w sferze uczuć i emocji, do bardzo intensywnego przeżywania swoich radości i smutków, sukcesów, a zwłaszcza niepowodzeń. Nie powinno więc nas dziwić, że ci sami harcerze w jednym tygodniu przygotują dobry festiwal i rozkręcą całe towarzystwo, a w następnym powiedzą, że nie chce im się nawet przyjść na zbiórkę. W postępowaniu z nimi trzeba wykazać się jeszcze większą wrażliwością i delikatnością niż w relacji z młodszymi – zuchami. Z maluchami była sprawa o tyle prostsza, że byliśmy dla nich bardzo ważni, ufały nam, w ich postawie było sporo respektu, a nasz autorytet miał dużą siłę. U harcerzy natomiast wraz z ich rozwojem pojawia się kryzys autorytetu na rzecz przywiązywania wagi do zdaniza, opinii, wyborów i wartości prezentowanych przez rówieśników. I znowu – o ile zuchy także ulegały wpływom, ale w relacji z nami stawały się pokorne i posłuszne, o tyle harcerze ulegają wpływom, ale posłuszeństwo ich zamienia się w bunt i agresję. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło: wszelkie doświadczenia związane z ciągłymi wyborami między rodzicami i domem a przyjaciółmi i przebywaniem w ich towarzystwie uczą młodych samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji.
Ale żeby tak się stało, należy z dużą wyrozumiałością i cierpliwością pracować z harcerzami. Bardzo ważne jest poczucie bezpieczeństwa – jeżeli zagramy z nimi w otwarte karty i dzięki temu będą znać nasze oczekiwania i rozumieć nasze wymagania, to ich zaufanie będzie rosło. Jeżeli damy sobie szansę obustronnego zaufania, to zyskamy ich przychylność.
Następnym krokiem będzie budowanie atmosfery serdeczności i konsekwencji, co pozwoli im poczuć się bezpiecznie w naszym towarzystwie. To trudne stworzyć harcerzowi poczucie wolności i samodzielności, jednocześnie kontrolując i analizując jego zachowanie i postawy. Trzeba też unikać jak ognia narzucania poglądów, wyborów i kierunku każdego następnego kroku. Każdy ponosi konsekwencje swoich działań i własne niepowodzenia najlepiej nauczą młodych ludzi zaradności i dojrzałości – cech niezbędnych do znalezienia się w społeczeństwie. Zamiast ograniczać, nakazywać, zmuszać, można wytłumaczyć, pokazać, wysłuchać i wspólnie znaleźć mądre rozwiązania. Piszę o tym dlatego, iż wszelkie działania naszych podopiecznych w drużynie harcerskiej mają charakter działań odkrywczych.

W grupie i indywidualnie

Pojawia się potrzeba samodzielnego rządzenia, angażowania się w zajęcia społeczne, w duże przedsięwzięcia, gdzie ważna jest współpraca w grupie i z innymi grupami. Drużynowy inspiruje, koordynuje, ale inicjatywę zostawia harcerzom. Poza nabywaniem wielu umiejętności praktycznych, młodzi ludzie uczą się organizacji pracy i podziału zadań. Jeżeli w jakichkolwiek czynnościach i działaniach harcerz widzi sens, potrafi czerpać dla siebie i innych korzyści, jest doceniany i zachęcany do następnych zadań, to prawdopodobieństwo, że rzuci to wszystko w imię „innego towarzystwa” maleje. Ponieważ omawiany przedział wiekowy charakteryzuje się dużą potrzebą aktywności i mobilizacji, należy zwrócić szczególną uwagę na dostosowywanie poziomu i jakości organizowanego czasu do faktycznych możliwości i potrzeb harcerza. Może bowiem stać się tak, że za pół roku pojawi się – coraz częściej występujący – „syndrom wypalenia” (co ja nazwałabym zniechęceniem). I tak oto droga szeregowego do brązowego sznura może się skończyć lub też droga zastępowego do wychowania przyszłych zastępowych po prostu zatrzymać. Zapał młodych ludzi jest fajny, często buduje nas instruktorów, sprawia, że dla drużyny gotowi jesteśmy przestawić pół świata do góry nogami. Ale i z takim zapałem trzeba uważać: co nam po nadgorliwości i chęci dominowania na przykład jednego, kilku harcerzy, jak inni stracą motywację do działania i poczują się zdominowani i niezauważani? I tu przywołałabym uniwersalną myśl stoików, by zachować umiar i złoty środek we wszystkim.
Nie zachęcam, by nie dawać szansy harcerzom na miarę ich indywidualnego poziomu. Przecież wiemy, że każdy jest inny i w innym tempie rozwija się. Bez sensu byłoby też hamować kogoś lub ograniczać tylko dlatego, że ktoś inny nieco wolniej lub szybciej radzi sobie z zadaniami. Dlatego – jak napisałam omawiając wiek zuchowy – trzeba nam uczyć się dobrej obserwacji: co i jak komu przydzielić. Absurdem byłoby zmuszać harcerza do zdobywania sprawności „plastyka”, jeżeli on nie znosi rysować, a jego pasją jest gra na gitarze. I odwrotnie, motywować innego, by zdobywał „grajka”, kiedy on aż się rwie do prowadzenia kroniki. Należy zauważyć te mocne i słabe strony, by umiejętnie wzmacniać i stymulować rozwój wybranych zainteresowań. Jeżeli harcerz za jakiś czas polubi to, czego dzisiaj nie znosi, to dobrze, a jeżeli nie, to też nic strasznego. Z pewnością wybierze to, co będzie dla niego odpowiednie. W parze z różnorodnymi potrzebami: zaangażowania, doskonalenia, idzie rozwój uczuć wyższych w sferze moralności, estetyki, duchowości oraz postaw i zachowań społecznych.
Przynależność do jakiejkolwiek grupy staje się priorytetową sprawą, a im jest ich więcej, tym lepiej, choć potem młody człowiek decyduje się na kilka najważniejszych. Między innymi dlatego należy zadbać o dobry i systematyczny kontakt z rodzicami. Pomoc i podpowiedzi rodziców, ich osobiste zaangażowanie może wiele dobrego wnieść nie tylko w nasze działania wychowawcze, ale także w życie drużyny. Ważną sprawą jest również (w miarę naszych możliwości i zewnętrznych okoliczności) dobry kontakt ze szkołą, na terenie której działamy. Pomoc wychowawców i nauczycieli naszych harcerzy często może okazać się nieoceniona. Zachęcam do szukania sojuszników.

Wszystkiego po trochu

A nade wszystko – pozwólmy harcerzom bawić się, harcować, szaleć pod naszym okiem, buszować po lesie, śpiewać ile sił. Na rozważania, dyskusje będą mieli czas później, na drodze harcerstwa starszego. Teraz niech dotykają wszystkiego po trochu, niech doświadczają wielu sytuacji i uczestniczą w różnych zajęciach. Im bardziej zróżnicowany i atrakcyjny program, tym większa możliwość wyboru tego, co najwłaściwsze dla (już potem) harcerza starszego. Bądźcie dla nich światełkiem z latarki, drogowskazem, gwiazdą, igłą magnetyczną, czymkolwiek, byleby tylko skierować ich na dobrą i oświetloną harcerskimi ideałami drogę!

Zobacz Również

Dobre programowanie zucha

2015-02-14 17:02:21
administrator

18

14 DH “FENIKS”

2017-11-20 20:23:16
gofer

8

PDH “Stella”

2017-11-19 21:29:46
gofer

8

41 DH “SOKOŁY”

2017-10-21 08:00:22
oluu

8