Dostałam podkoszulek z napisem „W instruktorskim kręgu”. Kelner zdziwiony się pyta – „To pani jest instruktorem? A czego pani uczy?” Niczego. To znaczy uczę, a dokładniej – wychowuję. Faktycznie, instruktor to nie tylko harcerskie pojęcie! My po prostu zauważamy jedno znaczenie tego słowa, nadajemy mu szczególny sens.

Jestem instruktorem. Dlaczego tak uważam? Też pytanie! Bo podkładka, bo Zobowiązanie, bo uczciwa próba na stopień, jeden, drugi… Tyle pracy włożonej, czasu, energii – to mówi samo za siebie, tego się nie da przekreślić. Potem przyszło szare życie, rodzina, dzieci, trzeba było się pogodzić z brakiem czasu, ale uczucia pozostały. Teraz córka jest drużynową i znowu mogę pomóc, jeżdżę z nimi na obóz, znowu te wieczory przy ognisku… Oczywiście, że w mundurze, z podkładką, a jak inaczej. Przecież nigdy nie przestałem być instruktorem!

Jestem instruktorem. Dlaczego tak mówię? A jak mam mówić inaczej? Tworzyłem to środowisko, wychowałem tylu nowych, młodych, do dzisiaj jestem dla nich jak ojciec. Zawsze mogą na mnie liczyć, jestem do dyspozycji. Kiedy ostatnio ktoś się do mnie zwrócił? W zeszłym roku, przed Dniem Myśli Braterskiej, robili wywiady… Ale i tak drzwi są dla nich otwarte! To w końcu organizacja dla młodzieży, nie mogę się narzucać. Zresztą ważne, że hufcowy zauważa moją pracę, zalicza mi służbę instruktorską, za pracę w komisji historycznej, czyli instruktorem ciągle jestem.

Jestem instruktorem. Cały mój życiorys to harcerstwo. Siwe włosy, życiowe doświadczenie, walka o Polskę, o wolność, o wartości – wszyscy młodzi harcerze to szanują. Teraz dbam o harcerski majątek, dobre zajęcie dla emeryta. Mam wprawdzie swoje słabości, nabyte w trudnych czasach, ale ludzie wokół przymykają na to oczy. Pomnikowi nikt nie odbierze podkładki, czyż nie?

Jesteśmy instruktorami. Skąd ta pewność? Pełnimy służbę na rzecz naszej organizacji! Jesteśmy mianowani rozkazem, wybrani na zjeździe, bierzemy udział w spotkaniach. Jak często? Różnie, czasem bardzo rzadko. KSI spotyka się raz w miesiącu, częściej nie trzeba. Nasz hufiec jest dobry, komisja rewizyjna nie ma dużo pracy, więc widzimy się raz na kwartał. Na szczęście nasi instruktorzy rzadko potrzebują spotkań z sądem, posiedzenia są kilka razy w roku. Czy to wystarcza?

Czy instruktor to ten, kto kiedyś złożył Zobowiązanie, czy ten, który jest aktywnym wychowawcą zuchów, harcerzy, innych instruktorów? Czy osoba bez stopnia instruktorskiego może czuć się pełnoprawnym dorosłym członkiem ZHP? Kim jest podharcmistrz, który rezygnuje z pełnienia funkcji, ale nadal jest opiekunem próby przewodnikowskiej? W obecnym Statucie czytam „Członkami zwyczajnymi są w szczególności: zuchy, harcerze, instruktorzy i seniorzy”. Czyli mogą być jeszcze inni członkowie zwyczajni, np. kiedy Rada Naczelna podejmie decyzję odnośnie gimnazjalistów i harcerzy starszych, lub jeśli wprowadzi inne kategorie członkowskie dla dorosłych. Dla tych dorosłych, którzy są z nami od akcji do akcji, dla tych, którzy realizują się w pracach administracyjnych, kwatermistrzowskich i nie czują powołania do bezpośredniej pracy wychowawczej, dla tych którzy dobrze się wśród nas czują, ale nie mogą brać na siebie odpowiedzialności związanej z funkcją instruktorską… Tak, żeby nadal mogli nosić mundur (czego nie mogą działacze), a żeby nie tworzyć fikcji zaliczania im służby instruktorskiej za bycie od czasu do czasu.

Wtedy trzeba będzie na nowo zdefiniować funkcję instruktorską, odróżnić ją od pozostałych, tych dla „dorosłych członków organizacji”. Jak to zrobić, żeby nikt nie poczuł się zdegradowany, niedoceniony, odrzucony? Bo jeśli nie instruktor, to kto?

Zobacz Również