I z czym, drogie druhny i szanowni druhowie, kojarzy się wam słowo „wspólnota”? Mnie, dziecku epoki propagandy, nasuwało się do tej pory tylko jedno skojarzenie: wspólnota narodów. Najpierw wpajano mi idee ONZ, a teraz ze szklanego ekranu pan Wołoszański przekonuje, iż Unia Europejska to jest to, co tygryski lubią najbardziej… Ja mu wierzę. Wszak nie mówi o niczym innym, jak o (sławnym już) „3 x W”. Każda wspólnota ma wpisane w swe cele wzmacniać, wzbogacać i wspierać swych członków.
W poprzednim „Czuwaj” właśnie tych trzech „W” użyła druhna Dorota Kołakowska opisując namiestnictwo – jedną z wielu wspólnot, jakie istnieją (bądź powinny istnieć) w naszym Związku.
NAMIESTNICTWO – TEŻ WSPÓLNOTA

Namiestnictwo to grupa powołana właśnie po to, aby wszyscy jej członkowie mogli sobie wzajemnie pomagać czy wręcz… zaufać. Ideałem byłoby (jak opisuje druhna Dorota), gdyby taki zespół stał się grupą dobrych przyjaciół. Z takim namiestnictwem aż przyjemnie się pracuje. Jednak mimo wszystko nie należy zapominać o podstawowym zadaniu członków zespołu: oni są drużynowymi! I nie wolno dopuścić, aby namiestnictwo „zabrało” drużynie wodza. Ów człowiek musi na pierwszym planie widzieć swą drużynę, a namiestnictwo jest tylko organem doradczym… Trzy razy W. Drużynowy powinien widzieć w namiestnictwie wspólnotę ludzi podobnych do niego, tak samo myślących i mających podobne cele. Zbiórki zespołu to kuźnia pomysłów i motor działania.
ADAM SŁODOWY, CZYLI ZRÓB TO SAM

Po pierwsze, nie szkodzić – brzmi podstawowa zasada etyki lekarskiej. Tę samą zasadę powinni wyznawać twórcy wszystkich namiestnictw. Jeśli nie ma komu tego poprowadzić, nie ma osoby doświadczonej i charyzmatycznej, to chyba lepiej dać sobie spokój i poczekać chwilę na odpowiedniego kandydata. Po co budować coś, co nie ma szans na miano wspólnoty? A co, jeśli taki twór bardziej zaszkodzi niż pomoże…?
Aby mówić o wspólnocie, potrzebne są jeszcze dwa filary: chęć i zaangażowanie. Chęci w naszym Związku nigdy nie brakowało, z zaangażowaniem jest ciut gorzej…
I tutaj właśnie powstaje pole do popisu dla lidera – namiestnika i jego zespołu. Nie będę przytaczał ani instruował, jak powinien pracować i kim powinien być dla swych ludzi prawdziwy lider, bo to każdy drużynowy (a nawet zastępowy) chyba wie doskonale. Najważniejszą rzeczą jest, aby namiestnik miał pomysł działalności swego zespołu, aby zebrał wokół siebie grono takich samych jak on pasjonatów oraz aby właśnie oni potrafili pociągnąć za sobą innych. Najlepszym wyjściem byłoby, aby ten lider był osobą, która czasy drużynowego ma już za sobą, ale ciągle posiada autorytet wśród innych drużynowych.
Wspólnota powstaje z pasji, chęci i zaangażowania, ale musi być ktoś, kto to wszystko potrafi unieść. Wtedy wszystkie słowa druhny Doroty o grupie przyjaciół znajdą potwierdzenie w rzeczywistości.
CO BY TU JESZCZE…

Lider liderem, chęci chęciami, ale porządne wykształcenie też jest w cenie. Mam na myśli nie tylko „mgr” przed nazwiskiem, lecz przede wszystkim kursy namiestników. Dobrze przeprowadzone zajęcia z pełnymi chęci ludźmi potrafią czynić cuda! Poza tym zawsze byłem zdania, że własnych ludzi należy kształcić „u obcych” (czyt. w innym hufcu lub nawet chorągwi). Zamykanie się tylko na własnym podwórku oczywiście nie pogarsza sytuacji, ale też jej nie polepsza. Trochę świeżych pomysłów i wymiany doświadczeń przyniesionych „z zewnątrz” może tchnąć nowego ducha w skostniałe struktury hufca.
Dobrze działająca wspólnota drużynowych, jaką jest namiestnictwo, to skarb dla zespołu programowego hufca. To składnica pomysłów dla wszystkich środowisk i kuźnia idei instruktorskich. To… Można by jeszcze długo wymieniać!

Zobacz Również

JAK SAMEMU ZROBIĆ GWIZDEK?

2017-06-27 15:23:06
oluu

18

JAK SPAKOWAĆ PLECAK NA OBÓZ?

2017-06-26 12:56:36
oluu

18

ANALIZA SWOT JAKO WRZEŚNIOWA POMOC

2016-09-16 23:57:53
oluu

18

JAK ZOSTAĆ HARCERZEM?

2016-07-04 21:04:26
oluu

18